PODSUMOWANIE – DLACZEGO MÓWIĘ
- Wiem, że nie jestem PISARKĄ, ale ostatnio próbowałam -
przemyśleć pewne sprawy w życiu, i wtedy oto powstał taki - dłuższy tekst. JESTEM CIEKAWA UWAG na ten temat, jeśli ktoś przeczyta. POZDRAWIAM.
***
-------------------
PODSUMOWANIE – DLACZEGO MÓWIĘ
Czasem nie wiem, co powiedzieć. Bo czasem nie wiem, kto słucha i jakby chciał wykorzystać to, co mówię. Na dobre lub złe. Mimo wszystko – mówię i tak, bo nie można się tak całkiem – nie komunikować z nikim.
Mówię, bo chcę, by mnie słuchano i lubię słuchać innych. Mówię, bo wyciągam – rękę – do porozumienia, dialogu.
Mówię, bo szukam odpowiedzi na pytania, które zadaję. I odpowiadam na zadawane pytania.
Mówię, nie tyle, by być słyszaną (nie po to), ale by – zaznaczyć swoją obecność, czasem jakiś fakt podkreślić, wyrazić prawdę.
BY – przemówić do siebie i do kogoś. By wyrazić na głos myśli.
Mówię, bo czasem – trudno, a nawet nie można milczeć.
Mówię, bo stojąc z boku, czy pośrodku nawet, czasem – widzę więcej niż inni.
I tak to jest – mniej więcej, że – wtedy warto podzielić się jakąś rzeczą z innymi.
Warto – odezwać – choćby do Lustra, czy pustych ścian, tłumu ludzi, lub – bliskich-dalekich osób.
Mówię, bo jestem – ale jestem nie dlatego, że mówię. Jestem, bo jestem – tu gdzie jestem, by być. I za chwilę znów będę gdzieś indziej.
Teraz – poruszam się do przodu, starając nie cofać do tyłu.
Lubię swoje słowa – generalnie, ale w zasadzie nie wszystkie. Bo wiem, że czasem mogą być – raniące – powiedziane w nieodpowiedni czas, nieodpowiednim tonem.
A ktoś może – je – w nieodpowiedni sposób zrozumieć.
Albo nie zrozumieć – częściowo lub wcale.
Mówię – bo wiem, że – milczenie nic nie zmienia, kiedy trzeba się odezwać.
Mówię – bo wiem, że – milczałam – zbyt długo, w momencie, w którym nie odzywał się nikt, a przychodziła na mnie kolej i ja również – byłam cicho, zbyt cicho.
Zbyt cicho dla siebie i innych.
Bez powodu i z powodem.
Z rozumem, i bez – po przemyśleniu i spontanicznie. Zarazem, jednakże. Ale – nie wszystko warto wyrażać – nie w czas, poniewczasie – można żałować słów.
Czasem bywają jak miód, a czasem – jak piołun, ale ponoć i piołun leczy, choć to inny rodzaj lekarstwa.
Słowa płyną spod palców, jak górski potok, krople wody rozbijające się o mistyczny-mityczny papier.
I nie ma – zmiłuj – w niektórych momentach, a w niektórych – jest miłosierdzia aż w bród.
Tego nigdy nie ma zbyt dużo – zbyt dużo dobra. Wielu nawet narzeka, że – jest go zawsze zbyt mało. Przymiotniki, rzeczowniki, słowa i jeszcze raz SŁOWA.
Ile razy – będę żałować, że je wyrażałam, niech pomna będę właśnie na TWE MIŁOSIERDZIE BOŻE – gdy cudzie i moje – dialogi i monologi – pisane i mówione będą odbijać się po mojej głowie – echem.
Nie mam zbyt wielu ambicji wyrażania myśli – nie wyrzeźbię ich w skale, nie wszystkie, choć teoretycznie byłoby to możliwe.
Czy ktoś widział taką KSIĄŻKĘ – rzeźbioną w skale?
Tarapaty i kłopoty codziennego dnia – cofają nas do tyłu, albo popychają do przodu. Nie każdy jest reżyserem swojego życia, bo jest nim BÓG>
Możemy jednak w pewnym sensie i stopniu być KOWALAMI – WŁASNEGO LOSU> A kowal, jak wiadomo – wykuwa tyle, ile zdoła.
Na ile starczy mu czasu i umiejętności.
Dla siebie lub innych.
Jak wiadomo, kowali – na jedną wioskę czy miasto – nie wypada/ło nigdy zbyt wielu.
Były też inne zawody.
Zawód – NAUCZYCIEL, pisarz, bard, lekarz.
No, ale tyle o średniowieczu.
Myślami buduję to, co przede mną, podsumowując to, co za mną. W teraźniejszości – się samookreślam.
Co jest wartościowe to to, że – umiem nazwać pewne rzeczy, choć co do innych nie mam właściwego poznania.
I nie wiem, czy chcę i czy muszę mieć, jednak, jeśli – coś poznam, - na pewno wyciągnę z tego lekcję, która uczyni mnie mądrzejszą.
Warto wierzyć w lepszą przyszłość, bo ona ma sens i cel.
Jeśli tracimy wiarę – w to, to tracimy – coś, co jest ważnym motorem i celem w życiu.
ROZDZIAŁ II
STARANIA
Warto się starać o dobro, zamiast o zło.
ZŁO nie przynosi korzyści, tylko straty, choć czasem – jest – w formie pokus, ubrane w szaty dobra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz