środa, 11 sierpnia 2021

post - Cisza o północy

 


opowiadanie 1;


CISZA

Głucha cisza, jak okiem nie sięgnąć rozbrzmiewająca nawet w uszach rozbrzmiewa w uszach. Pozorny brak jakiegokolwiek dźwięku zdumiewa, a nawet wręcz zachwyca. Natura i wszystko, co za oknem, podobnie jak i w mieszkaniu wydaje się - zamierać na te kilka chwil. Smakuję ją wszystkimi zmysłami.

Zwykle cisza nie panuje w moim małym mieszkaniu, a raczej skrawku, kawałku - pomieszczenia, które wynajmuję na te parę chwil i momentów pracy twórczej, gdzie muszę przez chwilkę usiąść i odpocząć i znaleźć trochę czasu dla siebie.

Na ulicy ciemna noc, którą lekko oświetla światło latarni. Szary księżyc to srebrzy się na nieboskłonie, to wydaje się znikać za chmurami. Ta pora czasu, choć tak nęcąca - wydaje się nie być zbyt gwieździsta.

Parę obiektów snuje się jednak leniwie po niebie, może jakieś satelity, zagubione, a może poprostu... jakieś, jakiekolwiek naturalne świecidełka...

Duch pracy twórczej wstępuje we mnie i piszę. Piszę. Moje palce przesuwają się szybko po klawiaturze komputera, niczym palce pianistki po pianinie, wydają jednak, produkują inne dźwięki.

Mniej ładne, ale równie melodyczne, jakby na to spojrzeć "po poetycku".

Opisuję chwile, które mijają. Bezpowrotnie, a jednak zostawiają po sobie ślady - bo ja je uwieczniam.

Ot tak, mam poprostu taki kaprys.

Kawa smakuje jak zwykle - oszałamiająco - budzi NOCNE zwierzę we mnie. Budzę się i ja.

Jakiś chochlik w głowie podpowiada mi, że jest już bardzo późno, ale ignoruję go. 

Nie wierzę w elfy.

Cisza. Znajduję w niej swoje miejsce, ona daje mi wszystko, co potrzebuję - zabiera niepokój i lęk - na rzecz błogostanu.

JA trwam w niej, modląc się, by ona trwała we mnie.

***


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz